Twierdzisz, że nie lubisz czytać książek... Jesteś tego pewien? #1

9.6.18
Wielokrotnie spotkałam się ze zdziwieniem ze strony znajomych, gdy zobaczyli moją biblioteczkę, lub gdy powiedziałam ile czytam książek. Wiele osób twierdzi, że nie lubi czytać, bo to strata czasu, bo to jest nudne. Wczoraj naszła mnie taka myśl.. Czy każda osoba, która tak mówi jest tego w 100% pewna?


Przyznam szczerze, że moja przygoda z czytaniem ruszyła z kopyta w ostatniej klasie gimnazjum. Wszystko dzięki mojej mamie, którą od zawsze pamiętam z książką w ręku. Dużo razy zastanawiałam się czy nie szkoda jej czasu, i w ogóle jak można poświęcić kilka godzin swojego czasu na.. czytanie książki. Niechęć do czytania miałam oczywiście przez szkolne lektury, które są obowiązkowe. Na dodatek większość z nich jest cholernie nudna i napisana trudnym, mało przystępnym językiem.

Pamiętam ten dzień, jakby było to wczoraj... Mama wierciła mi dziurę w brzuchu, żebym przeczytała jedną, jedyną książkę, która nie jest lekturą i przekonała się na własnej skórze czy rzeczywiście tak bardzo nie lubię czytać. Dała mi do przeczytania jedną z książek Cobena. Tytułu nie pamiętam, jednak na pewno była to któraś część serii z Myronem i Winem. Chyba wiecie jak ta historia się zakończyła. Wciągnęłam się nie na żarty, byłam zachwycona dreszczykiem emocji jaki mi towarzyszył niemal przez całą książkę i tym jak przyjemnie mi się ją czytało. Mój zachwyt zwiększył się wraz z przeczytaniem ostatnich stron, bo zakończenie dosłownie wbiło mnie w fotel. Byłam w szoku, jak umiejętnie Coben wodzi czytelnika za nos, by na koniec dobić go zakończeniem. W ten właśnie sposób, z nielubiącej czytać nastolatki stałam się miłośniczką thrillerów i twórczości Harlana Cobena. Byłam stałą bywalczynią biblioteki i wypożyczałam wszystkie jego książki. Przez długi czas nie chciałam sięgać po pozycje innych autorów. Teraz wydaje mi się to śmieszne, ale tak było- Coben był (i jest) moim guru, dlatego innym autorom nie dawałam szans. Oczywiście z biegiem czasu się to zmieniło.

Twierdzisz, że nie lubisz czytać książek... Jesteś tego pewien? #1
W pewnym momencie, może wydać się Wam to śmieszne, zorientowałam się, że oddawanie książek, które bardzo mi się spodobały sprawiało mi.. przykrość. Naszła mnie ochota, by skompletować własną biblioteczkę, w której znajdować się będą oczywiście wszystkie książki Cobena. Gdy już zaczęłam je zbierać, coraz bardziej podobała mi się ciągle wypełniająca się półka książek, chciałam mieć ich więcej i więcej. I teraz tak naprawdę, nie mam już na nie miejsca 😂 Czytanie od wielu lat uważam za swoje hobby, innym może się wydawać to mało oryginalne, ale szczerze? Nie obchodzi mnie to. Czytanie jak i (od niedawna) pisanie o książkach sprawia mi wielką przyjemność :)


Przez wiele lat byłam przekonana, że tylko thrillery i kryminały mogą mi się podobać. Do póki nie założyłam bloga i nie zaczęłam obserwować na instagramie kont typowo "książkowych" nie zdawałam sobie sprawy jak dużo ciekawych książek mnie omija. Zaczęłam się otwierać na nowe gatunki i okazało się, że literatura faktu, poradniki, młodzieżówki i romanse przypadły mi do gustu tak jak thrillery i kryminały.

Twierdzisz, że nie lubisz czytać książek... Jesteś tego pewien? #1Dlaczego o tym piszę? By przekonać tych, którzy są święcie przekonani, że czytać nie lubią, że niekoniecznie jest to prawdą. Pamiętajcie, że nie można porównywać wszystkich książek do lektur. W szkole ich nienawidziłam, na placach jednej ręki mogę zliczyć, które polubiłam i które dobrze wspominam. Czytanie ma być przyjemnością, nie karą. Czytanie książek sprawi większą frajdę, jeśli sięgniemy po nie sami, a nie jeśli są one obowiązkowe. W tym momencie chcę odnieść się do lektur szkolnych. Moim zdaniem  kanon obowiązkowych lektur powinien być zmieniony, nieco "odświeżony". Czas płynie do przodu, na świecie jest wielu cenionych współczesnych autorów, których książki dają do myślenia i są wartościowe. Dlaczego ciągle mamy tkwić w przeszłości? Myślę, że jeśli dodałoby się kilka nowszych pozycji to z pewnością uczniowie chętniej by czytali książki. W końcu o wiele przyjemniej czyta się pozycję napisaną lekkim i przystępnym językiem niż przepełnioną wieloma słowami, których w życiu nie słyszeliśmy.

Jeśli należysz do osób, które twierdzą, że czytać nie lubią to zadaj sobie tylko jedno pytanie. Czy trafiłeś kiedyś na dobrą, wciągającą książkę, która idealnie wpisuje się w Twój gust? Jeśli nie to może warto się przełamać i przekonać czy rzeczywiście nie lubisz czytać?
Jeśli lubisz oglądać romanse, to najlepiej sięgnij po książkę obyczajową, lub romans. Jeśli lubisz filmy sensacyjne, być może spodobają Ci się kryminały i thrillery. Jeśli natomiast jesteś fanem reportaży to może warto sięgnąć po literaturę faktu? Gwarantuję, że jeśli traficie na dobrą książkę, to na pewno Wasze zdanie co do czytania się zmieni. Nie twierdzę, że od razu macie czytać dziesięć książek w miesiącu, ale na pewno znajdziecie czas i chęci na jedną miesięcznie, czy choćby jedną w roku. Pamiętajcie, nie ważne ile się czyta, ważne, że w ogóle się to robi. Bo czytanie rozwija i sprawia mnóstwo przyjemności :)

W następnym poście pokaże Wam moje propozycje książkowe, które idealnie, moim zdaniem, nadadzą się na rozpoczęcie Waszej czytelniczej przygody. Zainteresowani? ☺️

maobmaze

14 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe spostrzeżenia. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, że masz mamę książkoholiczkę! *.* Ja czytanie mam po babci, która opowiadała mi jak to w latach 30 było ciężko dostać jakąkolwiek książkę i znaleźć jeszcze czas na jej przeczytanie :) Bardzo mi to zaimponowało, że babcia z takim zapałem zdobywała książki i je czytała. Pamiętam, że jej ulubioną książką z dzieciństwa były "Baśnie tysiąca i jednej nocy". Jako dziecko i nastolatka podrzucałam babci różne lektury lub po prostu ona mi je zabierała z półki :D Później opowiadałyśmy sobie co nam się podobało. Tak więc zdecydowanie to babcia zaszczepiła we mnie miłość do książek.
    Moi rodzice natomiast zawsze uważali, że czytanie książek to samo zło. Zmieniło się to odrobinę, gdy zaczęłam prowadzić bloga, ale i tak według nich wystarczyłoby żebym skończyła na dwóch książkach miesięcznie. Ojciec uważa, że kupowanie książek to strata pieniędzy, bo wszystko jest w internecie. Czy aby na pewno?
    Nie ma żadnych szans, żebym ich przekonała do czytelnictwa :( Babcia zmarła dwa lata temu i teraz w sumie nie mam nikogo w domu, z kim dzieliłabym się swoją pasją.
    Ty jesteś naprawdę dobrym przykładem na to, że książki można pokochać! Super, że przełamałaś się :D Czerpiesz z tego teraz wiele korzyści :D
    Dobra, kończę bo zaraz wyjdzie mi esej jak z Podhala do Chicago ^^
    Pozdrawiam! :* Dolina Książek ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja uwielbiam takie konkretne komentarze :) Szkoda, że nie masz z kim dzielić teraz swojej pasji. I też chciałabym mieć kogoś z kim "dogłębnie" mogłabym przedyskutować jakąś książkę, bo mimo że wiele osób z mojego otoczenia czyta, to jakoś nikt nie chce o książkach rozmawiać, haha :D

      Usuń
  3. A mnie rodzice wciągnęli do czytania, kupując mi bajki, do których były kasety (Boże, kto jeszcze pamięta kasety magnetofonowe?!) i na których to Piotr Fronczewski czytał te bajki :D Do tej pory pamiętam tę czerwoną walizkę z kasetami :) I jak wcześniej czytać nie chciałam, tak potem musieli mi książki zabierać, bo (AUTENTYK!) potrafiłam z latarką pod kołdrą leżeć :D A lektury wspominam miło, zawsze lubiłam je czytać w szkole i chyba przez to wychodziłam na dziwoląga :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście są osoby którym lektury się podobają, ale zdecydowana większość za nimi nie przepada i moim zdaniem lektury takich osób nie zachęcą do czytania :) Ja pamiętam te kasety!! Ja, Ja! :)
      Czyli nałogowy czytacz z Ciebie był już od małego <3

      Usuń
  4. Ja zaczęłam z książkami wcześniej, bo nie lubiłam chodzić na dwór a o komputerach wtedy jeszcze nawet nie marzyliśmy 😉 Teraz próbuję pokazać czytanie dzieciom niestety tylko córka sięga po książki, syn nie cierpi ani czytać ani pisać. A apropo bibliotek to też wolę książkę kupić niż wypożyczać, ale ostatnio zaczynam się przekonywać do bibliotek, bo tyle nowości nie dam rady kupić 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JA nauczyłam się w końcu sprzedawać książki, by mieć miejsce i pieniądze na nowe :D

      Usuń
  5. A mnie zachęcił do czytania brat, razem chodziliśmy do biblioteki wypożyczac książki dla Taty (Tata czytał każdą sensację :)). A brat chyba z trzy lata chodził za mną i przekonywał mnie do Andrzeja Sapkowskiego. W końcu się zdenerwował i powiedział tak: "przeczytaj tylko jedno opowiadanie o Wiedźminie, jeśli Ci się nie spodoba, to juz więcej nie będę Cię namawiał". Przeczytałam i później całą sagę pochłonęłam szybciej niż on (wielbiciel fantastyki:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli podobna historia do mojej :D Ja też po jednej zechciałam więcej i więcej! :)

      Usuń
  6. U mnie czytanie przyszło jakoś naturalnie samo. Kiedy miałam kilka lat, pierwsze książki, które sama czytałam to były takie historyjki z wilkiem i zającem 😁 Moje wspomnienie książkowe z dzieciństwa to czytająca mama ❤️ A co do kanonu lektur, to chyba fajniej byłoby, gdyby te obowiązkowe lektury odświeżono, a księgi wieszczy przecież i tak zostałyby w grupie klasyków, do których można sięgnąć, jeśli ktoś odczuwa taka potrzebę. Tak chyba byłoby lepiej, bo wiele osób sięga po kątach do tej znienawidzonej w szkole klasyki i czyta ja z własnej woli 🙂😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być *po latach 😂 głupi telefon 😁

      Usuń
    2. Też tak uważam :) Lektury to temat rzeka.. Nie rozumiem czemu nie chcą dodać "świeższych" tytułów. Świat ciągle pędzi do przodu, niestety nie w każdej dziedzinie :D

      Usuń
  7. Ja przez pierwszą klasą gimnazjum uparcie twierdziłam, że nienawidzę książek. Że szkoda czasu na lekturę, jeśli można obejrzeć ekranizację. Odrzucała mnie jakakolwiek literatura, o czytaniu lektur też nie było wręcz mowy. Razem z przyjaciółką byłyśmy tak anty, że bardziej się chyba nie dało. Zmieniło się to, przynajmniej z początku dla mnie, kiedy dziadkowie przywieźli mi z wyjazdu pierwszą część Zmierzchu. Z braku laku, żeby nie zrobić przykrości, przeczytałam. I jako ta wczesna nastolatka byłam zachwycona. Zaczęłam czytać więcej i więcej, nakłoniłam przyjaciółkę do tego. No cóż i dzisiaj jestem, gdzie jestem, a z przyjaciółką jesteśmy książkowymi partnerami w zbrodni :)

    Pozdrawiam serdecznie, dziewczyna z książkami

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nigdy nie miałam problemu z czytaniem. Nauczyłam się czytać bardzo szybko, bo już mając koło 5-6 lat potrafiłam to robić samodzielnie, choć sięganie bo dłuższe książki było jednak zbyt problematyczne. Pamiętam jednak, że gdy większość moich koleżanek w klasach 1-3 sięgało po krótkie książki z dużą ilością obrazków ja czytywałam także książki zdecydowanie grubsze zawierające mało ilustracji. "Anię z Zielonego Wzgórza" miałam za sobą (za sprawą mojej mamy" już w 2 klasie, a ma ona coś koło 400 stron (przynajmniej w tym wydaniu, które mam. I tak mi zostało do dzisiaj, czytam nałogowo. Książki stały się dla mnie ucieczką od rzeczywistości. Jestem ciekawa, czy kiedyś mi przeszło.
    xoxo
    L. (https://slowotok-laury.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.