"Zero K" Don Delillo

Ludzie z wiekiem bardziej się przywiązują do ulubionych przedmiotów. (...) Do konkretnych rzeczy. Może to być oprawiony w skórę notes, jakiś mebel, fotografia albo rama, w której on tkwi. Dzięki takim rzeczom przeszłość wydaje się trwalsza. (...) Rzeczy, którym ufamy. Opowiadają ważne historie. O życiu swojego posiadacza, o wszystkich ludziach, którzy w nim na pewien czas zaistnieli. Jest w tym głębia, bogactwo.

Zero K
Don DeLillo

Tłumaczenie Michał Kłobukowski
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Data wydania 09/10/2018
Liczba stron 248
★★★★★☆☆☆☆

Bilioner Ross Lockhart jest głównym sponsorem tajnego ośrodka, w którym śmierć staje się procesem doskonale kontrolowanym, ciała zaś są zabezpieczane do czasu, aż postęp medycyny i technologii pozwoli im na powrót do życia i zdrowia. (...) Pewnego dnia do ośrodka przybywa syn Rossa, Jeffrey, by dokonać "nieostatniego pożegnania" ze swoją macochą Artis Martineau, zanim jej ciało zostanie zahibernowane. Stan zdrowia Artis wciąż się pogarsza i tylko takie rozwiązanie wydaje się sensowne. Ross jednak nie potrafi się pogodzić z tymczasową utratą ukochanej żony i decyduje się podążyć jej śladem.
źródło: okładka

Miałam ogromny problem z tą książką. "Zero K" okazało się pozycją daleką od moich oczekiwań. Zainteresowałam się nią ze względu na ciekawy  intrygujący opis. Myślałam, że będzie w niej dużo "smaczków" związanych z tajemniczym laboratorium i badaniami jakie w nim przeprowadzają. Żadnych wcześniejszych pozycji tego autora nie czytałam, dlatego nie wiedziałam czego się spodziewać. Pan z Oficyny Noir Sur Blanc napisał, że jest to "gęsta" książka. Cóż.. Po jej przeczytaniu w 100% się z tym zgadzam, lepiej bym tego nie ujęła. Pan zalecił również powolne dozowanie tej pozycji- czytanie jej w małych ilościach. Oczywiście poszłam za radą, ale przyznam szczerze, że inaczej bym nie mogła. Tej książki nie da się przeczytać "na raz", a jeśli ktoś będzie w stanie, to podziwiam.

W "Zero K" występuje narracja pierwszoosobowa, a historia przedstawiona jest z punktu widzenia Jeffreya. Niestety nie ma w tej pozycji bohatera, którego bardzo polubiłam i który zapadłby mi głęboko w pamięci. Miałam ogromny problem z "wkręceniem" się w fabułę. Styl autora jest dosyć specyficzny, ciężki i trudny w odbiorze. Przynajmniej dla mnie. Akcji również w tej książki na próżno szukać. Całość to głównie przemyślenia Jeffreya i jego rozmowy z innymi bohaterami. Wraz z przyjazdem Jeffreya do tajemniczego ośrodka, powracają wspomnienia z przeszłości.




DeLillo zestawia ze sobą w tej książce dwa różne światopoglądy- Jeffreya, który nie potrafi zrozumieć decyzji swojego ojca i Rossa, który chce pójść śladami Artis i również poddać się hibernacji, by obudzić się w nowym, lepszym świecie. W książce autor stawia wiele pytań, które nurtują również bohaterów- czy człowiek ma prawo decydować o swojej śmierci? Dlaczego inni mieliby żyć dalej, kiedy inni będą umierać? Co znaczy umrzeć?

Nie chcę Was zniechęcić do tej pozycji, ale chcę byście wiedzieli, że to nie jest książka dla każdego. Jak się okazało "Zero K" nie wpisało się w moje gusta czytelnicze. Wcześniej nie znałam twórczości DeLillo, więc nie wiedziałam czego się spodziewać. Teraz wiem, że niestety kolejnych jego książek nie przeczytam, po prostu jego twórczość nie jest dla mnie. "Zero K" nie jest książką lekką i przyjemną, którą wręcz się pochłania stronę za stroną. Jednak jeśli lubicie pozycje wymagające i dosyć ciężkie to "Zero K" powinno przypaść Wam do gustu.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Oficynie Noir Sur Blanc.


4 komentarze:

  1. Kurczę, sama nie wiem, nie jestem przekonana, jednak nie mówię od razu nie! Będę miała ją na uwadze, chociaż póki co, podziękuję

    Buziaczki i zapraszam ♥
    http://sleepwithbook.blogspot.com/2018/07/ej-ty-tak-ty-jestes-jednym-z-powodow.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie bardzo czuję się przekonana. Pewnie by mi się nie spodobała. :( Ale zdjęcia w tej recenzji jak zawsze cudne.

    OdpowiedzUsuń
  3. To chyba jednak też nie dla mnie...

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.