"W DOMU" HARLAN COBEN [PRZEDPREMIEROWO]

"W DOMU" HARLAN COBEN [PRZEDPREMIEROWO]

"Jeśli chcesz zaznać miłości, musisz być przygotowany na ból. Jedno nie istnieje bez drugiego."

"W domu"
Harlan Coben
Premiera 17.01.2017
Cykl: Myron Bolitar (tom 11)
Wydawnictwo Albatros
Liczba stron 416

Dziesięć lat temu porwano dwóch chłopców z zamożnych rodzin. Porywacze zażądali okupu, jednak potem zamilkli. Nie natrafiono na żaden ślad, który mógłby doprowadzić do chłopców. Przez dziesięć lat ich rodziny żyły w niewiedzy, aż do dnia w którym niespodziewanie odnalazł się jeden z nich. Myron i Win za wszelką cenę chcą odnaleźć drugiego chłopca, teraz już nastolatka i dowiedzieć się co przez dziesięć lat się z nimi działo, kto stoi za porwaniem i jakie motywy kierowały porywaczami.

          Co tu dużo mówić. Ta książka jest po prostu genialna. Jak pewnie większość z Was wie uwielbiam Cobena i moja miłość do tego autora zapewne sprawia, że nie potrafię spojrzeć na jego książki "świeżym okiem". Chociaż przyznam szczerze, że nie spotkałam się z negatywną opnią na temat książek Cobena. Owszem, jedne są lepsze, drugie gorsze ale w dalszym ciągu są świetne. Coben to bez wątpienia mistrz gatunku.

          Styl autora jest bardzo lekki i przyjemny, przez co każdą jego książkę czyta się w ekspresowym tempie. Do tego niesamowite poczucie humoru, które sprawia, że wielokrotnie podczas czytania jego książek pojawia się "rogal od ucha do ucha". Ci z Was, którzy czytali jakąkolwiek jego książkę wiedzą o co mi chodzi :) "W domu" zawiera wszystko co najlepsze: ciekawa, wielowątkowa fabuła, świetni bohaterowie, jedyne w swoim rodzaju poczucie humoru i zaskakujące zakończenie. Jednak w tej pozycji autor postawił na stopniowe budowanie napięcia. Pierwsze 200 stron czyta się przyjemnie, ale dopiero od połowy akcja nabiera tempa i pojawia się wiele zwrotów akcji.


           Przeczytałam większość książek Cobena i nigdy nie udało mi się przewidzieć zakończenia, co udowadnia tylko, że żadna z jego książka nie jest napisana na opak. Każda pozycja jest skrupulatnie zaplanowana, a wątki, których zawsze jest bardzo dużo na koniec zgrabnie łączą się w jedną całość.

          Narracja tym razem jest pierwszo i trzecioosobowa. Historię poznajemy kilka razy z punktu widzenia Wina, co jest oczywiście wielkim plusem. Nie mogę nie wspomnieć o bohaterach, którzy są wyjątkowi i jedyni w swoim rodzaju. Nie bez powodu ta seria jest moją ulubioną. Myron i Win skradli moje serce.

          Jeśli chodzi o zakończenie to tak jak pisałam wyżej jest zaskakujące i pojawia się jeden moment, który na pewno zaskoczy osoby, które znają bardzo dobrze Myrona i Wina. Ja byłam po prostu w szoku! Z racji tego, że to jest 11 tom było bardzo dużo wzmianek z poprzednich części oraz z trylogii z Mickeyem, więc tę część najlepiej przeczytać po zapoznaniu się przynajmniej z większością książek z udziałem Myrona i Mickeya.

          Co tu dużo pisać. Książki Cobena zawsze są świetne, wciągające, poprawiające humor i zawsze z efektem "wow" w zakończeniu. Moja przygoda z czytaniem zaczęła się właśnie od książek Cobena, a konkretnie od tej serii.
"W domu" nie jest najlepszą książką Cobena, ale bez wątpienia jest warta uwagi!

           Jako że jestem okładkową sroką, nie mogę nie wspomnieć o tej pięknej, klimatycznej okładce! Moim marzeniem jest zebranie wszystkich książek Cobena z tymi cudownymi czarnymi okładkami :)

Dajcie znać w komentarzach czy znacie tego autora i ile jego książek przeczytaliście ☺

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.

PODSUMOWANIE 2017- DUŻO O MNIE, MNIEJ O KSIĄŻKACH

PODSUMOWANIE 2017- DUŻO O MNIE, MNIEJ O KSIĄŻKACH

Już połowa stycznia, a ja dopiero teraz przychodzę do Was z podsumowaniem 2017 roku. Jednak miałam tyle innych postów, recenzji w planach, że nie miałam kiedy "wepchnąć" tego podsumowania. Na tym wpisie się nie skończy, przygotowałam dla Was kilka postów podsumowujących 2017, m.in. z najlepszymi i najgorszymi książkami czy najlepszymi debiutami.

Śmiało mogę powiedzieć, że rok 2017 był świetny i przełomowy. To właśnie w tym roku urodziła się moja, wszystkim już pewnie znana, córeczka Lenka 💖 I głównie z jej powodu rok 2017 był przełomowy. Dzięki niej nie było mowy o nudzie, chociaż nie oszukujmy się- bywało ciężko. Ciężki poród, nieprzespane noce, wahania nastroju sprawiały, że czasami myślałam, że nie dam rady, że nie podołam wyzwaniu, którym jest wychowanie córeczki. Byłam wniebowzięta, że zostanę mamą, ale jednocześnie martwiłam się, że nie dam rady. Na szczęście z pomocą męża i rodziny dałam radę. Dzięki Mamuś, że mimo dzielących nas kilometrów byłaś i jesteś dla mnie cały czas wsparciem 💗
W 2017 roku było tyle pierwszych razy- pierwsze dziecko, pierwszy uśmiech Lenki, pierwsze próby siadania, raczkowania, pierwsze "tata", "mama" i "baba", pierwsze kroki i pierwsze "psoty"- ściąganie wszystkiego z mebli i "terroryzowanie" kwiatka w przedpokoju 😂



W 2017 roku śmiało mogę powiedzieć, że nie spotkały mnie żadne przykrości. Może "żadne" to za mocne słowo, ale na pewno nie były to przykrości, które zapadły mi głęboko w pamięci. Poza tym w 2017 roku założyłam bloga, co prawda chciałam to zrobić już dawno ale.. wstydziłam się. Nie wiedziałam jak mnie ludzie przyjmą, co pomyślą znajomi. Zaczęłam od założenia "bookstagrama", po dwóch tygodniach zdecydowałam się na założenia bloga. Stwierdziłam, że nie zaszkodzi spróbować. Wiedziałam, że jeśli tego nie zrobię, to będę tego żałowała. I wiecie co? To była świetna decyzja! Żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej, ale lepiej późno niż wcale. Bloga założyłam pod koniec lipca, na wakacje przyjechał do mnie mój brat (swoją drogą najlepszy na świecie) Adaś, który dopingował mnie z całego serca i cieszył się razem ze mną z nowych obserwatorów czy coraz wyższych statystyk.

Dzięki założeniu bookstagrama poznałam masę ciekawych ludzi, w szczególności dwójkę, z którymi codziennie, z naciskiem na codziennie piszę. Mowa oczywiście o Natalii z prostymisłowami i o Bartku z BartoszCzyta. Pomagamy sobie wzajemnie, doradzamy i po prostu jesteśmy, rozśmieszając siebie nawzajem i poprawiając humor :) #korytogang dzięki, że jesteście! 👌

W 2017 roku objęłam pierwszy raz książkę patronatem medialnym, z czego bardzo, ale to bardzo się cieszę. Mowa tu oczywiście o "Efektorze" Thomasa Arnolda :) Nie ukrywam, że było to moje małe marzenie.

Kolejną rzeczą z której bardzo się cieszę to nawiązanie ciekawych współprac z wydawnictwami, autorami czy firmami. Korzystając z okazji zrobię krótkie podsumowanie nauki z kursami językowymi SuperMemo. Jak większość z Was wie w zeszłym roku zaczęłam naukę języka niemieckiego. Minęło już 10 tygodni nauki, więc chcę  co nieco napisać o postępach.
Posiadam 3 kursy- Gramatyka. Kein Problem!, Niemiecki. Kein Problem! i Extremes Deutsch. Postępy w nauce są duże, rozumiem więcej, więcej potrafię też napisać czy powiedzieć. Jednak w dalszym ciągu gramatyka to moja zmora, ale nie poddaję się. Muszę poświęcić po prostu więcej czasu na naukę gramatyki, a do tego muszę się lepiej zorganizować, ale spokojnie dam radę :) Najlepszy według mnie jest kurs Extremes Deutsch! Nauka z nim zajmuje najmniej czasu, a widać po nim największe efekty. Co prawda ten kurs przeznaczony jest tylko do nauki słówek, ale ilość nowych słów jakie poznałam przez te 10 tygodni jest naprawdę ogromna. Więc jeśli komuś zależy na poszerzenie swojego słownictwa w jakimkolwiek języku (oferta SuperMemo jest naprawdę szeroka) to ten kurs sprawdzi się idealnie!
Powyższe kursy wam podlinkowałam. Jeśli klikniecie w nazwę kursu to od razu przekieruje was na stronę SuperMemo, gdzie będziecie mogli przeczytać więcej na temat powyższych kursów. 
Tutaj macie link do całej oferty SuperMemo, w której znajdziecie również inne języki, między innymi angielski, chiński czy hiszpański. Więc z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie.
W ubiegłym roku przeczytałam 79 książek, czy to mało czy dużo zostawiam Waszej ocenie. Dla mnie jest to wynik idealny, w pełni satysfakcjonujący. Cieszę się, że mimo małego dziecka znalazłam czas na coś co kocham, czyli na czytanie książek. Chociaż przyznać muszę że przez pierwsze dwa miesiące życia Lenki nie ruszyłam żadnej książki, nie przeczytałam ani jednej strony. Nie miałam ochoty, musiałam nacieszyć się moim skarbem 💕
Chcę również podziękować Wam! Bez Was prowadzenie bloga i kont społecznościowych nie miałoby sensu. Dziękuje, że jesteście! 💗

Musicie przyznać, że ten rok był dla mnie naprawdę dobry. Mam nadzieję, że ten również taki będzie :)
Dajcie znać czy dotrwaliście do końca i jaki dla Was był rok 2017 :)
"W SZPONACH SZALEŃSTWA" AGNIESZKA LINGAS - ŁONIEWSKA

"W SZPONACH SZALEŃSTWA" AGNIESZKA LINGAS - ŁONIEWSKA

"(...) wielkimi umysłami nie da się manipulować."

"W szponach szaleństwa"
Agnieszka Lingas- Łoniewska
Wydawnictwo Novae Res
Data wydania 25/10/2017
Liczba stron 292

Gdy komisarz Ewa Barska zostaje wezwana na miejsce gdzie znaleziono brutalnie okaleczone zwłoki studentki, nie wie, że to dopiero początek. Nie wie, że najgorsze jeszcze przed nią. Bardzo szybko pojawiają się nowe ofiary, które łączy jedno- Wydział Historii Uniwersytetu Wrocławskiego. 

          Cieszę się, że coraz częściej sięgam po książki polskich autorów. Bez wątpienia wiele z nich ma do zaoferowania tyle samo, a czasami więcej co zagraniczni. Niestety nie mogę powiedzieć, że "W szponach szaleństwa" to jeden z lepszych thrillerów, które przeczytałam. Jednak uważam tę książkę za dobry kryminał, nieco przewidywalny ale w dalszym ciągu dobry.

          Dlaczego przewidywalny? Bo w połowie książki wiedziałam już kto jest mordercą i w dużym stopniu przewidziałam zakończenie. Moim zdaniem autorka zbyt dużo podrzuciła elementów układanki czytelnikom. Jestem niemal pewna, że miłośnicy gatunku również szybko rozgryzą zakończenie.


          Styl autorki jest przyjemny w odbiorze, książkę przeczytałam w ekspresowym tempie. Chociaż na początku bardzo drażnił mnie wątek miłosny, zdecydowanie wolałabym gdyby było go mniej.  Najbardziej mi się podobało to, że historia została pokazana również z perspektywy sprawców. Czytelnik poznaje ich zamiary, emocje i uczucia. Wręcz wchodzi w ich głowy.

          Podsumowując, "W szponach szaleństwa" to dobry kryminał, z ciekawą fabułą. Jednak bez niewyobrażalnego napięcia i zaskakującego zakończenia. Jednak jeśli macie ochotę na lekki, niezobowiązujący kryminał to czuję, że ta książka może Wam się spodobać.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res


"GABI. A WŁAŚNIE, ŻE JEST PIĘKNIE!"  MAGDALENA RÓŻCZKA, MARTA WYSOCKA- JÓŹWIAK

"GABI. A WŁAŚNIE, ŻE JEST PIĘKNIE!" MAGDALENA RÓŻCZKA, MARTA WYSOCKA- JÓŹWIAK

Jak zapewne wiele z Was wie, mam małą córeczkę. Z resztą książki oraz bajki dla dzieci lubię od zawsze i wcale się tego nie wstydzę. W tym roku postanowiłam, że przeczytam Lence minimum 12 książeczek i już teraz wiem, że na pewno ten wynik będzie większy. Mimo, że Lenka ma dopiero, albo aż rok, staram się czytać jej codziennie chociaż troszkę, chociaż na chwilę obecną mało ją to interesuje :) Mam nadzieję, że uda mi się zaszczepić w niej miłość do książek ☺

"Gabi. A właśnie, że jest pięknie!"
Magdalena Różczka, Marta Wysocka- Jóźwiak
Wydawnictwo Burda Książka
Data wydania 25/10/2017
Liczba stron 174

Gabi ma sześcioro rodzeństwa i wychowuje się w rodzinie zastępczej. Uwielbia marzyć i czerpać radość z każdej chwili. Nie może się doczekać nauki w pierwszej klasie. W nowej szkole poznaje Bartka- swojego rówieśnika. Który jest bardzo nieśmiały i wszystkim się przejmuje. Bardzo dużo ich różni, jednak szybko ta znajomość przeradza się w prawdziwą przyjaźń.

          "Gabi. A właśnie, że jest pięknie!" to cudowna, bardzo optymistyczna książka, przy której nie ma miejsca na nudę. Gabi czerpie ze wszystkiego wiele radości i w jej życiu nie ma miejsca na zmartwienia. Porażki jej nie straszne, zawsze szybko się z nimi rozprawia, bo szkoda jej czasu na smutki. Czy to możliwe, że mowa o małej dziewczynce? Oczywiście! Gabi w końcu ma tylko kilka lat, a jest już niepoprawną optymistką, która patrzy na świat przez różowe okulary.

          Książkę czyta się w tempie ekspresowym, głównie ze względu na styl autorek, który jest lekki i bardzo przyjemny. Magdalena Różczka jak widać jest nie tylko świetną aktorką (tak na marginesie jedną z moich ulubionych) ale również bardzo dobrą autorką. Mam nadzieję, że duet Różczka, Wysocka-Jóźwiak napiszą więcej książek dla dzieci. Dodatkowo cudowne ilustracje umilają chwile z książką. Z resztą musicie przyznać, że okładka również jest piękna, na dodatek w twardej oprawie. Co w przypadku książek dla dzieci jest bardzo ważne.


          Jeśli macie młodsze rodzeństwo/ dzieci, albo czekają Was urodziny młodszego czytelnika, to ta pozycja będzie idealna. Każde dziecko będzie z tej książki zadowolone, z resztą rodzice też nie będą się przy niej nudzić. Gwarantuję! :)

Za egzemplarz serdecznie dziękuję (i Lenka oczywiście też) Wydawnictwu Burda Książki.


"HEALTHY YEAR BY ANN: KALENDARZ MOTYWACYJNY 2018" ANNA LEWANDOWSKA

"HEALTHY YEAR BY ANN: KALENDARZ MOTYWACYJNY 2018" ANNA LEWANDOWSKA

"Prawda jest taka, że jeśli naprawdę chcesz coś zmienić, to zrobisz to bez względu na datę. "Zacznę od nowego roku" to to samo co "od jutra"- kolejna wymówka, by nic DZISIAJ nie robić."

"Healthy year by Ann: kalendarz motywacyjny 2018"
Anna Lewandowska
Wydawnictwo Burda Książki
Data wydania 25/10/2017
Liczba stron 256

          "Healthy year by Ann" to motywacyjny kalendarz na 2018, autorstwa Anny Lewandowskiej, której nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Kalendarz przeznaczony jest w szczególności dla osób, które prowadzą, lub chcą zacząć prowadzić zdrowy, aktywny styl życia.

          Przyznam szczerze, że jestem tym kalendarzem zachwycona. W środku znajduje się naprawdę duża dawka motywacji. Jestem osobą, na którą motywacyjne teksty bardzo działają i pobudzają do działania, dlatego cieszę się, że w tej pozycji jest ich naprawdę sporo. Kalendarz zawiera również mnóstwo przepisów, w których można wykorzystać produkty sezonowe. Co najważniejsze, produkty użyte w przepisach są ogólnodostępne i nie kosztują majątku.

          Co prawda Anna Lewandowska prowadzi bloga healthy plan by ann, na którym znajdują się praktycznie wszystkie przepisy zawarte w kalendarzu, ale cieszę się, że kilka z nich zamieściła w "Healthy year by Ann". Pierwszy przepis jaki jest w książce/ kalendarzu to "Muffinki dla babci i dziadka", czyli zdrowe, pyszne babeczki. Przepis prosty, produkty ogólnodostępne, a smak? Niebo w gębie. Jedynym minusem jest to, że zniknęły tak szybko jak się pojawiły :)


          Wydanie jest naprawdę piękne. Chociaż format jest nieco za duży, by nosić go w torebce jako "podręczny kalendarz". Jeśli jesteście, tak jak ja, osobami, które korzystają z kalendarza tylko w domu, to format na pewno nie będzie Wam sprawiał problemu. Ładne zdjęcia, przyjemna dla oka szata graficzna, wystarczająca ilość miejsca na notatki i zapiski, mnóstwo tekstów motywujących, porad, przepisów i treningów. Czego chcieć więcej?

          Mam jednak jedno "ale". Święto pracy, Zielone Świątki, Boże Narodzenie i inne tego typu święta są wypisane w kalendarzu, jednak święta typu Dzień Mamy, Taty, Babci niestety nie są wyszczególnione.

"Myśl pozytywnie, bo po co negatywnie☺"

          Czy polecam? Oczywiście! Jeśli chcecie zacząć lub już prowadzicie zdrowy i aktywny tryb życia to jest to idealny kalendarz dla Was :)

Za kalendarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.

"CHŁOPCY, KTÓRYCH KOCHAM" ANNA CIARKOWSKA [PRZEDPREMIEROWO]

"CHŁOPCY, KTÓRYCH KOCHAM" ANNA CIARKOWSKA [PRZEDPREMIEROWO]

"Potrzebuję słowa na uspokojenie.
Jednego słowa, które sobie zasuszę
na płasko w jakiejś książce,
które sobie schowam do portfela jak rybią łuskę."

"Chłopcy, których kocham"
Anna Ciarkowska
Premiera 31/01/2018
Wydawnictwo Otwarte
Liczba stron 304

"Chłopcy, których kocham" to krótkie notatki z codzienności, raporty z załamań i zapiski z uniesień. Mikrohistorie z życia i mężczyzn. Posłużyłam się opisem z okładki bo sama lepiej bym tego nie ujęła.

          Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie czytałam wierszy, nie interesowałam się poezją. Moją uwagę jakiś czas temu przykuł tomik "Mleko i miód", pewnie większości z Was znany. Długo zastanawiałam się czy go kupić, jednak bałam się, że się rozczaruje. Po "Chłopcach, których kocham" wiem, że lubię poezję i nie jest to nic "strasznego". Strasznego pod tym względem, że bałam się, że nie będę rozumiała tego co autor ma na myśli i że kompletnie się w tym nie odnajdę.

"Miałeś to słowo na krawędzi ust,na skraju języka.
Obietnice jak nasiona wirujące w powietrzu.

Wypowiedz, zasiej we mnie pewność"

          "Chłopcy, których kocham" to zbiór wierszy i czterech listów o miłości. O miłości skomplikowanej, trudnej i niestety nie usłanej różami. Te wiersze są wręcz nafaszerowane emocjami. Znajdziemy w nich mnóstwo rozpaczy i bólu, który zapewne niejednej kobiecie kiedyś towarzyszył.

          Obawiałam się, że nie zrozumiem tych wierszy, że nie polubię się z poezją. Nic bardziej mylnego! Niektóre wiersze były wręcz idealnie dopasowane do mnie. Czułam się jakby autorka napisała wiersze, które idealnie opisują moje uczucia. Które są skierowane tylko do mnie. Jestem w szoku, że tak krótkie notatki, wiersze, przemyślenia mogą być tak emocjonujące. Na dodatek metafory związane z morzem, grafiki wewnątrz książki i morska kolorystyka dodają uroku.

          Oczywiście było kilka wierszy, których kompletnie nie zrozumiałam, mogę się tylko domyślać co autorka miała na myśli. Jak wspominałam to było moje pierwsze spotkanie z poezją, które uważam za bardzo udane. Spodziewałam się, że nie wszystko zrozumiem i nie wszystko mi się spodoba. Były wiersze, które mi się nie podobały, które mnie nie poruszyły.

          Tomik jest wydany pięknie, minimalistycznie. Na każdej stronie znajduje się lustracja cudownie wpasowująca się w tematykę danego wiersza. Piękne wiersze, twarda oprawa, ilustracje zaprojektowane przez autorkę, wysokiej jakości papier i morska kolorystyka sprawiły, że nie chciałam odłożyć tego tomiku, dopóki nie dojdę do ostatniej strony. A gdy koniec nadszedł, żałowałam, że tak szybko do niego dobrnęłam.


          Z pewnością nie jest to pozycja, którą można czytać wszędzie i w pośpiechu- w autobusie, pracy czy szkole. Temu tomikowi trzeba się całkowicie oddać, wczuć w to co autorka dla nas przygotowała. Cisza, ciepła herbata, koc i "Chłopcy, których kocham" to idealny zestaw na zimowe wieczory. Dajcie się pochłonąć waszym wspomnieniom.

"Jesteśmy przypadkiem,
więc zdarzajmy się częściej."

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

❄ PODSUMOWANIE MIESIĄCA- GRUDZIEŃ ❄

❄ PODSUMOWANIE MIESIĄCA- GRUDZIEŃ ❄

W grudniu przeczytałam dziesięć książek, z czego bardzo się cieszę. Okres przedświąteczny był dla mnie bardzo intensywny, więc tym bardziej jestem zadowolona z tego wyniku. Na dodatek większość przeczytanych przeze mnie książek w grudniu była naprawdę świetna :)

1. "Po złej stronie lustra" K.C. Hiddenstorn
☆ 2. "Kroniki Jaaru. Księga luster" Adam Faber
☆ 3. "Prezent" Louise Jensen
4. "The Perfect Game #1. Rozgrywka"
★★★★★★★☆☆☆ 5. "Życie jest sztuką"
★★★★★★★★☆☆ 6. "Zamarznięte serca" Karolina Wilczyńska
★★★★★★★★☆☆ 7. "Dziadek do orzechów" E.T.A. Hoffmann
☆ 8. "Marilyn na Manhattanie. Najradośniejszy rok życia" Elizabeth Winder
☆☆☆ 9. "Czas cudów, czyli opowieści pod jemiołą" 
★★★★★★★★★☆ 10. "Listy do utraconej" Brigid Kemmerer

Najlepsze pozycje przeczytane w listopadzie bez wątpienia to "Listy do utraconej"; "Prezent" oraz "Marilyn na Manhattanie. Najradośniejszy rok z życia"! Polecam Wam je z całego serca :)

W grudniu postanowiliśmy wykupić sobie Netflix, głównie ze względu na wiele pozytywnych opinii na temat serialu "Stranger Things". Chcieliśmy sprawdzić czy rzeczywiście serial jest tak dobry i wiecie co? Jest znakomity! Po obejrzeniu dwóch sezonów zaczęliśmy oglądać "Narcos", który również zapowiada się świetnie. Jeśli chodzi o "13 powodów" to mam mieszane uczucia. Serial nie jest zły, ale utknęłam na 5 odcinku i póki co nie ciągnie mnie by obejrzeć resztę odcinków. Słyszałam, że serial jest lepszy od książki.. W takim razie nie wiem czy po nią sięgnę.
Na chwilę obecną mamy w planach jeszcze sześć seriali, więc z Netflix w najbliższym czasie na pewno nie zrezygnujemy :)

OBEJRZANE SERIALE W GRUDNIU:
• "13 powodów" 5 odcinków 
• "Stranger Things" dwa sezony
• "Narcos" 6 odcinków pierwszego sezonu

GRY W GRUDNIU:

"Duże i włochate"

GRUDZIEŃ W PIGUŁCE:
• 10 książek, co daje 3272 
przeczytanych stron
• 3745 wyświetleń bloga
• najpopularniejsza post "Pomysły na książkowe prezenty dla miłośników kryminałów i thrillerów"

• najpopularniejsza recenzja "Kroniki Jaaru. Księga luster" Adam Faber


Ile książek przeczytaliście w grudniu?

Która spodobała Wam się najbardziej?! :)
"LUDZIE NA DRZEWACH" HANYA YANAGIHARA

"LUDZIE NA DRZEWACH" HANYA YANAGIHARA

"Piękni ludzi wywołują obezwładniający podziw nawet u tych, którzy mają się za nieczułych na aparycję, a towarzyszącą temu lęk, swoista rozkosz i nagła przykra świadomość własnej ułomności/ Nie, ani inteligencja, ani wykształcenie, ani pieniądze nie mogą dorównać pięknu ani go przewyższyć czy zanegować.

"Ludzie na drzewach"
Hanya Yanagihara
Wydawnictwo W.A.B.
Data wydania 13/09/2017
Liczba stron 576

Norton Perina tuż przed uzyskaniem dyplomu dołącza do wyprawy naukowej w niezbadane rejony Pacyfiku. Jej celem jest poznanie tajemniczego plemienia żyjącego na jednej z mikronezyjskich wysp.
Naukowcy pilnie obserwują życie codzienne tubylców, jednak uwagę Nortona przykuwają ludzie, którzy są na marginesie życia społecznego plemienia- fizycznie sprawni sześćdziesięciolatkowie, u których występuje zaawansowana demencja. Ze strzępów ich wypowiedzi wynika, że każdy ma ponad sto kilkadziesiąt lat. Czyżby ekspedycja była bliska odkrycia sekretu nieśmiertelności?
Wyprawa w niezbadane rejony Pacyfiku sprawia, że życie Periny nigdy nie będzie już takie samo.

          Czuję, że ta recenzja będzie długa. Z staram się pisać krótko i na temat, tak by Was nie zanudzić, jednak z tą książką musi i będzie inaczej. Mam nadzieję, że dotrwacie do końca, bo do powiedzenia mam tym razem wyjątkowo dużo.

          Ta pozycja to wspaniała książka, ale dla wytrwałych czytelników. "Ludzi na drzewach" czytałam bardzo długo, złożyło się na to wiele czynników. Po pierwsze początek jest nudny jak flaki z olejem, obawiałam się, że tak będzie do samego końca, a ja tę książkę będę czytała kilka miesięcy. Na szczęście tylko początek był taki nudny. Po drugie, nie lubię długich opisów, zwłaszcza przyrody. Tu jest ich pod dostatkiem, jednak przyznam szczerze, że wyspa U'ivu tak mnie zafascynowała, że długie opisy przyrody i kultury tubylców mnie nie nudziły, wręcz czytałam je z wielkim zaciekawieniem. Po trzecie, nie umiałam się "wgryźć" w tę historię. Pierwsze 200 stron szło mi bardzo opornie, ale ja nie chciałam przeczytać tej książki na siłę. Z dwóch powodów- druga powieść tej autorki "Małe życie" ("Ludzie na drzewach" to debiutancka powieść Hanya Yanagihara'y) jest światowym bestsellerem. Wiele osób twierdzi, że "Ludzie na drzewach" nie dorównują "Małemu życiu", ale mimo wszystko warto tę pozycję przeczytać. Dlatego cieszę się, że w pierwszej kolejności sięgnęłam po "Ludzi na drzewach", bo bardzo podobała mi się ta książka i teraz jestem niemal pewna, że "Małym życiem" będę zachwycona.
Dosyć długo czytałam tę książkę bo nie chciałam robić tego na sile. Z pewnością odebrałoby mi to przyjemność z czytania, a przecież nie o to chodzi i mogła bym nie docenić tej książki i zbyt pochopnie negatywnie ją ocenić.

          Narracja w tej pozycji jest pierwszoosobowa, co bez wątpienia jest plusem tej książki. Perina podsumowuje swoje życie. Opowiada o swoim dzieciństwie, studiach, pracy w laboratorium i wyprawie w niezbadane rejony Pacyfiku. I tak naprawdę od momentu wyruszenia w tą niesamowitą podróż, książka mnie naprawdę wciągnęła. Życie mieszkańców mikronezyjskich wysp, które odwiedził Norton wraz z innymi naukowcami różni się bardzo od naszego. Ich kultura jest, można powiedzieć.. kontrowersyjna. Oczywiście dla nas. W pewnym momencie doznałam szoku, niestety nie mogę Wam powiedzieć co wywołało we mnie takie emocje, bo być może sięgniecie kiedyś po tę książkę, a nie chce Wam psuć zabawy z lektury. Jednak Ci z Was, którzy "Ludzi na drzewach" przeczytali bez wątpienia wiedzą o co mi chodzi.

          Jeśli chodzi o bohaterów to bez wątpienia było ich tu sporo, jednak to z Norton Perina gra tu pierwsze skrzypce. W końcu historię poznajemy jego oczami. Perina jest bardzo "trudnym" człowiekiem. Jego sposób bycia jest irytujący, ma stanowczo za duże mniemanie o sobie. Jednak gdyby taki nie był, to czy osiągnąłby to co osiągnął? Pewnie nie. Chociaż przeraziło mnie to jak dużo jest w stanie zrobić, by dopiąć swego. Nawet kosztem innych ludzi. Norton wywołał u mnie naprawdę wiele skrajnych emocji. Już na początku miałam do niego złe podejście (gdy wspominał pracę w laboratorium), później nie było wcale lepiej. Wyprawa w niezbadane rejony Pacyfiku nie zmieniła w nim nic. Dalej był oschłym, zbyt pewnym siebie, odpychającym człowiekiem. Jednak w pewnym momencie polubiłam go, może polubiłam to za dużo powiedziane. Podziwiałam go za to co zrobił (Ci, którzy czytali tę książkę pewnie domyślają się o co mi chodzi), chociaż wiem, że zdecydował się na to bo "czegoś" mu brakowało, bo chciał zapełnić pustkę i być może odkupić swoje winy. Jednak mimo wszystko cieszyłam się, że jest w nim chociaż trochę serdeczności i byłam pewna, że skończywszy tę książkę będę miała do niego obojętny stosunek, a może nawet odrobinkę pozytywny. Jednak ostatnia część sprawiła, że namiastka sympatii jaką go obdarzyłam zniknęła wraz z końcem ostatniej, siódmej części książki.

"Są dzieci, którym życie utrudnia złe zachowanie, brak osobowości lub niedostatek zdrowego rozsądku, czemu winne są geny lub okoliczności, i są takie, dla których życie jest trudne samo w sobie."


          Wszystko, absolutnie wszystko zmieniło się po przeczytaniu postscriptum. Zakończenie "Ludzi na drzewach" jet naprawdę mocne, szokujące i wywołujące lawinę emocji, niekoniecznie tych pozytywnych. Poczułam złość, bo poznałam oblicze Nortona, którego wolałabym nie znać. Mało tego, wolałabym żeby tego oblicza w ogóle nie miał. I teraz nasuwają się pytania.. Czy wielkie umysły mają prawo do życia poza wszelkimi granicami etyki? Czy dla nich nie istnieją żadne zasady moralności? Czy mogą przekraczać granice? Czy to, że są wybitnymi, docenionymi naukowcami sprawia, że mają prawo krzywdzić i nie ponosić za to odpowiedniej kary?

          Bez wątpienia "Ludzie na drzewach" jest powieścią kontrowersyjną i momentami bardzo poruszającą. Nie sposób jednak w tej książce znaleźć szybkiej, pełnej napięcia akcji oraz wielu dialogów. Ta książka to w 90% opisy, które na początku bardzo mnie męczyły. Jednak od około 200 strony wciągnęłam się w tę historię, a ostatnie dwie części oraz epilog i postscriptum przeczytałam jednym tchem!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

"BIG FAT BURGER"

"BIG FAT BURGER"

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją gry "Big Fat Burger" oraz z trzema rozdaniami! Dzięki uprzejmości wydawnictwa Trefl Joker Line mam dla Was 6 gier! :)
"Big Fat Burger" x2 do wygrania na moim instagram'ie, link TUTAJ.
"Bystre główki" x2 do wygrania na facebook'u, link TUTAJ.
"Duże i włochate" x2, do wygrania będzie tutaj, na blogu. Więcej informacji znajdziecie na dole. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii na temat tej gry to zapraszam Was TUTAJ.

Big Fat Burger
Wydawnictwo Trefl Joker Line
Autorzy: Mikołaj Białko, Michał Dzięgiel, Michał Ociepka
Czas gry 30 min.
Wiek +8
Liczba graczy 2-5

"Czy jesteś wystarczająco szybki, aby zostać mistrzem? Gra "Big Fat Burger" przenosi nas do kultowej burgerowni. Gracze wcielają się w speców od grillowania, którzy walczą o prymat w najlepszej knajpie w mieście. Ich zadaniem jest zrealizowanie jak największej liczby zamówień na burgery oraz zadbanie o żołądki i dobre samopoczucie klientów. Rywalizacja jest bezpardonowa. Żaden z uczestników nie cofnie się przed niczym, aby wykosić konkurencję i osiągnąć tytuł mistrza burgerów."

"Big Fat Burger" to gra karciana, w której gracze wcielają się w pracowników burgerowni. To co, rozkładamy obrus i gramy? Nie, nie pomyliłam się. Zamiast tradycyjnej planszy w tej grze jest obrus. Przyznam szczerze, że po rozpakowaniu zawartości pudełka bardzo się zdziwiłam gdy wzięłam go do ręki. Co prawda, okazało się, że jest on zbędny, spokojnie można grać bez jego użycia, ale po co? Skoro tak bardzo cieszy oko :)

CEL GRY
Zrealizowanie jak największej liczby zamówień na burgery.

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA
* 85 kart zamówień/ składników
* 24 karty specjalne
* karta pierwszego gracza
* 5 kart postaci
* 5 kart pomocy
* 5 kart bonusów
* 4 karty torów
* 10 żetonów gracz
* obrus do gry



ROZGRYWKA
1. Gracze rozkładają obrus, na którym powinno się znaleźć 9 kart- 4 karty torów u góry i 5 kart bonusów po lewej stronie.
2. Wybieramy pracownika burgerowni jakim chcemy grać i pobieramy kartę oraz dwa żetony z jego podobizną.
3. Należy potasować karty zamówień/ składników i położyć karty zamówienia na pierwszym polu każdego toru.
Każdy gracz dostaje 1 kartę ze składnikiem oraz dwie karty specjalne. Jeden z uczestników dostaje kartę pierwszego gracza, co oznacza, że zaczyna rozgrywkę.
4. Karty specjalne należy ułożyć w pobliżu graczy.
5. Na pierwszym polu każdego toru należy położyć po jednej karcie zamówień z wcześniej potasowanego stosu. Pozostałe karty układamy w trzy mniej więcej równe stosy i umieszczamy tuż obok obrusu.
6. Gracze wykonują swoje rundy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, począwszy od gracza, który posiada kartę pierwszeństwa. Na początku każdej rundy (jeśli mamy wolny żeton gracza) należy zarezerwować jedno z dostępnych zamówień na stole. Jeśli wolne zamówienie pojawi się podczas tury, rezerwacja jest dobrowolna.
7. Podczas swojej rundy gracze mogą wykonać dwie z trzech akcji (przy czym żadnej dwa razy w jednej rundzie):
* dobrać dwa składniki
* pociągnięcie jednej karty specjalnej
* zrealizować jedno z zajętych przez gracza zamówień

Jak wygląda realizacja zamówienia? Gracz odrzuca wskazane wskazane na karcie zamówienie karty składników i pobiera ze stosu tyle kart ile było warte jego zamówienie. Musi również pobrać napiwek zależny od tego, w którym rzędzie znajdowała się akurat karta realizowanego zamówienia.

8. Na koniec swojej tury gracz musi przesunąć dowolne zamówienie o jedną pozycję w dół toru, jednak nie można przesunąć zamówienia, jeżeli pole pod nim jest zajęte innym zamówieniem. Jeśli zamówienie opuści tor, to gracz, który posiadał na niej swój żeton musi oddać ze swojej puli jednego dolara. Jeśli nie można w danej chwili odliczyć jednego dolara, to należy zapisać brakującą kwotę na kartce.
Jeżeli na koniec rundy gracz posiada więcej niż 5 kart składników, to nadmiarowe karty musi rozdać innym graczom.

ZAKOŃCZENIE GRY
Gdy tylko jeden z rzędów kart składników/ zamówień skończy się, wtedy gra dobiega końca. Aktywny gracz może dokończyć swoją rundę, a po nim swoje rundy wykonują pozostali gracze zgodnie z ruchem wskazówek zegara, aż do gracza na prawo od rozpoczynającego. Osoba, która zebrała największą liczbę kart (dolarów)- zostaje mistrzem burgerów!

Jak uzupełniać tory z kartami zamówień? W dowolnym momencie gry, gdy tylko zostanie odkryta karta ze składnikiem i widoczną na niej cyfrą, to należy sprawdzić, czy tor o tym samym numerze nie zawiera karty zamówienia w pierwszym rzędzie. Jeśli pole jest zajęte, to nic się nie dzieje. Jeśli natomiast pole to jest puste to należy wybrać jedną z trzech odkrytych kart składników i umieścić ją na stronie zamówienia w odpowiednim torze.
Przyznam szczerze, że na początku gra wydawała mi się bardzo skomplikowana. Okazało się, że gra sama w sobie jest bardzo prosta, jednak instrukcja nie jest dopracowana. Zdecydowanie mogłaby być "jaśniej" opisana, ułatwiłoby to na pewno pierwszą rundę.

Jakie są moje wrażenia po rozegranych kilku rundach? Bardzo pozytywne! Mimo początkowych niejasności gra jest bardzo prosta, a rozgrywka szybka. Różnorodność kart gwarantuje, że każda runda będzie inna, nie ma mowy o monotonności. Karty specjalne są "wisienką na torcie". Dzięki nim można krzyżować plany innych graczy.
W "Big Fat Burger" lepiej się gra w większym gronie, wtedy wyczuwalna jest większa rywalizacja. Niestety w dwie osoby nie ma takich emocji jak w przypadku większej ilości graczy.

Nie mogę przejść obojętnie obok wydania tej gry. Obrus jak już wspomniałam wcześniej jest ciekawym zamiennikiem tradycyjnej planszy. Do tego jakość wykonania jest naprawdę wysoka, a grafiki są bardzo ładne. Całość jednak mogłaby być schowana w mniejszym kartonie, wtedy zajmowałaby o wiele mniej miejsca. Jednak jest to najmniejszy problem :)

PLUSY
+ proste zasady
+ możliwość grania w większym gronie
+ szybka rozgrywka
+ piękne wydanie

MINUSY
- niedopracowana instrukcja
- za duże pudełko

"Big Fat Burger" świetnie sprawdzi się w rodzinnym gronie,
ale również podczas spotkań ze znajomymi. Gra jest odpowiednia zarówno dla młodszych jak i starszych graczy.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Trefl Joker Line


ROZDANIE
Jak wspomniałam na początku dzięki uprzejmości Wydawnictwa Joker Line mam dla Was kilka gier. Dwa rozdania podałam Wam już na początku posta, teraz czas na trzecie. Do wygrania 2x "Duże i włochate". 
Co trzeba zrobić by wziąć udział?
W komentarzu wyrazić chęć wzięcia udziału w rozdaniu.

Puść wodze fantazji! :) 

UWAGA! Jeśli chcecie wysłać zdjęcie/ grafikę lub cokolwiek innego co w komentarzu zamieścić nie możecie to wyślijcie swoje zgłoszenie na mojego e-maila: magdalena.zeist@gmail.com, w tytule wpiszcie "DUŻE I WŁOCHATE". Jeśli zdecydujecie się na wysłanie e-maila to proszę, żebyście zostawili pod tym postem w komentarzu informację, że zgłoszenie zostało wysłane meilem i z jakiego konta skomentowaliście post :)

Będzie mi miło jeśli polubisz moje profile na facebooku oraz instagramie, oraz profil Trefl Joker Line.


*Rozdanie trwa od 06.01.2018 do 13.01.2018

*Wygrywają dwie osoby

*Zwycięzców wybiorę najpóźniej 15.01.2018 i wygrane osoby zostaną podane w komentarzu pod tym postem. Jeśli chcecie możecie zostawić w komentarzu meila, wtedy w przypadku wygranej wyślę Wam meila.
*Zwycięzcy mają 24h na podanie adresu do wysyłki, jeśli ten czas minie, a któryś ze zwycięzców się nie zgłosi, wybiorę następną osobę. Adres proszę wysłać na magdalena.zeist@gmail.com w tytule wpisać WYGRANA W KONKURSIE "DUŻE I WŁOCHATE".
*Sponsorem gier jest Trefl Joker Line
*Organizatorem konkursu jest strona www.maobmaze.pl
*Za wysyłkę jednego egzemplarza odpowiada Trefl Joker Line, a za wysyłkę drugiego maobmaze
Powodzenia Kochani! 💞
NAUKA PRZEZ ZABAWĘ? Z PLATFORMĄ EDUKACYJNĄ SQULA TO MOŻLIWE!

NAUKA PRZEZ ZABAWĘ? Z PLATFORMĄ EDUKACYJNĄ SQULA TO MOŻLIWE!

Jeśli macie dzieci w wieku przedszkolnym bądź szkolnym (1-6 klasa szkoły podstawowej) to ten wpis w szczególności powinien Was zainteresować.
Squla to platforma edukacyjna dzięki której dzieci uczą się przez zabawę. Wiedza przychodzi niemal sama, bo dzieci korzystając z platformy chętniej się uczą.

Jakie są plusy platformy edukacyjnej Squla?
+ zawiera prawie 60 000 quizów i zadań dostosowanych do wieku i tempa nauki dziecka
+ można z niej korzystać na wielu urządzeniach- tablecie, komputerze czy telefonie
+ obejmuje program nauczania wszystkich przedmiotów szkolnych w klasach 1-6 oraz edukacji przedszkolnej (matematyka, j. angielski, j. polski, j. niemiecki, historia i społeczeństwo, muzyka, plastyka, zajęcia komputerowe, zajęcia techniczne, kompetencje XXI)
+ zawiera interaktywne filmy, gry i quizy zachęcające dzieci do nauki przez zabawę
+ rodzice mogą monitorować postępy w nauce dziecka
+ rodzice mogą wyznaczać cele i zachęcać dziecko do nauki, wysyłając mu motywujące wiadomości
+ prawidłowe odpowiedzi nagradzane są wirtualnymi monetami, które później dziecko może wymienić na prezenty np. karty prezentowe czy bilety do kina
+ platforma jest łatwa w obsłudze

Jakie są minusy platformy edukacyjnej Squla?
Według mnie nie ma żadnych. Jednak wiele osób może być rozczarowanych, że za dostęp do platformy trzeba płacić. Według mnie nie są to duże pieniądze, a efekty w nauce na pewno będą zauważalne. Jeśli wykupi się abonament roczny to jeden miesiąc kosztuje 14,99 zł. Wybierając abonament półroczny jeden miesiąc to koszt 21,99 zł. Jeśli chcemy wybrać abonament miesięczny wówczas jego cena wynosi 24,99 zł. Czy to dużo? Według mnie nie, zwłaszcza jeśli dziecko będzie zadowolone z tej platformy i chętnie będzie się uczyło. Oczywiście nie ma mowy o kupowania "kota w worku". Przed zakupem można wypróbować wersję testową Squli.

          Mój brat chodzi do 5 klasy szkoły podstawowej. Wypróbowaliśmy platformę i Adaś był z niej zadowolony. Poziom nauki powoli wzrastał. Na początku pojawiały się zadania, które rozwiązywał wręcz bez zastanowienia, jednak później pojawiały się coraz trudniejsze zadania nad którymi musiał się dłużej zastanowić. Zdecydowanie największym według niego plusem jest możliwość zbierania wirtualnych pieniędzy, które potem można wymienić na nagrody :)

Tutaj macie link przekierowujący Was do tej platformy.
 Dajcie znać w komentarzach  czy wypróbujecie tę platformę edukacyjną razem ze swoim dzieckiem/ rodzeństwem :)

Copyright © 2014 maobmaze by Magdalena Zeist , Blogger